Spałam na pustyni! PLAN WYCIECZKI PO JORDANII (4 NOCE)

Pojechałam, zachwyciłam się i powróciłam! Jordania to autentycznie jeden z najbardziej interesujących krajów, jakie miałam okazje odwiedzić. Mówią, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i to prawda, bo po Izraelu poczułam, że z miłą chęcią wrócę na Bliski Wschód i to był strzał w dziesiątkę! Absolutnie się nie zawiodłam a wręcz przeciwnie: CHCĘ WIĘCEJ!

W związku z tym, że zdecydowałam o tym, by polecieć z Berlina do Izraela i stamtąd przekroczyć granicę to miałam okazję powrócić do kraju, który odwiedziłam dokładnie 3 lata temu. Przyznam szczerze, że jest to całkiem dobry pomysł jeśli macie ochotę połączyć zwiedzanie Izrael i Jordanii, ale wtedy jednak polecałabym polecieć do Tel Avivu zrobić objazdówkę po Izraelu i z południa przekroczyć granicę z Jordanią. Tak czy siak dzisiaj skupiam się na przedstawieniu naszego zmodyfikowanego planu wycieczki po Jordanii i południu Izraela (Eilat)

SKRÓCONY PLAN WYCIECZKI:

Dzień 1: Eilat, nocleg w Eilat

Dzień 2: Przejście graniczne Izrael/Jordania, przejazd i nocleg w Wadi Musa (jeśli macie lot z samego rana to można to zrobić 1 dnia)

Dzień 3: Petra, nocleg w Wadi Musa

Dzień 4: Morze Martwe lub Rezerwat Dana lub Aqaba, nocleg na pustyni Wadi Rum

Dzień 5: Wadi Rum, nocleg w Aqaba

Dzień 6: Przejście graniczne Jordania/Izrael, nocleg i dzień w Eilat

Dzień 7: Red Canyon, rafa koralowa w Eilat, nocleg w Eilat

Dzień 8: Powrót do Polski z Eilatu

DZIEŃ 1 – EILAT

Wylądowaliśmy wieczorem na lotnisku Ovda położonym ok. 40 km od centrum Eilatu, czyli nadmorskiej miejscowości położonej przy Morzu Czerwonym.

Wieczór spędziliśmy spacerując po ścisłym centrum Eilatu, które bardzo mocno się rozbudowało odkąd byłam tu 3 lata temu. Nie odmówiłam sobie również przyjemności i zjadłam najpopularniejsze izraelskie danie – falafel!

Eilat to ogromny kurort, w którym bogactwo jest widoczne gołym okiem. Nie da się ukryć, że Izrael to jeden z najdroższych krajów, bowiem woda mineralna w supermarkecie kosztuje na nasze… 7 złotych, ale o tym co robiliśmy w Eilacie opiszę później, bo pierwszego wieczoru musieliśmy tam zostać tylko dlatego, gdyż granica z Jordanią była już zamknięta.

DZIEŃ 2 – PRZEJŚCIE GRANICZNE IZRAEL/JORDANIA + WADI MUSA

Kolejnego dnia od razu ruszyliśmy w trasę do Jordanii. Tylko jak? Wzięliśmy taksówkę, by po dojechaniu, pieszo, przekroczyć granicę z Jordanią. Dojazd zajmuje maksymalnie 15 minut i od razu informuję, że nie ma innego sposobu, by dostać się do granicy. Stamtąd przeszliśmy całą procedurę i przekroczyliśmy granicę izraelsko-jordańską. Nie marnowaliśmy czasu i zaraz po dotarciu do Aqaby, czyli nadmorskiej miejscowości położonej na południu Jordanii, wypożyczyliśmy samochód i pojechaliśmy w głąb kraju czyli do Wadi Musa. Jest to miejscowość, która jest położona zaraz obok Petry czyli jednej z najbardziej popularnych atrakcji w Jordanii.

Wadi Musa to tak naprawdę miejscowość, w której się… śpi, a rano wstaje i idzie zwiedzać Petrę. Poza małym rondem wokół którego są restauracje to nie ma tam nic, co warto byłoby polecić. Myślę, że warto jednak przejść się chwilę po tym miasteczku, zjeść tradycyjny, jordański posiłek i zapalić… sziszę, która w Jordanii jest niezwykle popularna.

DZIEŃ 3 – PETRA

Budzik o 5.30, śniadanie o 6, wejście do Petry o 6:30! Każdy komu mówiliśmy, że chcemy się dostać do Petry zaraz po godzinie 6 patrzył na nas dziwnie, bo przecież o tej porze jeszcze nic się nie dzieje, więc po co tak wcześnie jechać? Po to by przede wszystkim uniknąć tłumów ludzi, który zjeżdżają do Petry około godzinie 8. Przyznam szczerze, że to naprawdę był strzał w dziesiątkę i był to pierwszy raz, kiedy zmobilizowaliśmy się do tego, by wstać tak wcześnie podczas urlopu. Nie żałuję i polecam absolutnie każdemu, gdyż w ciszy i spokoju można przejść przez te pierwsze atrakcje i zrobić obłędne zdjęcia bez tłumów turystów!

Co to jest Petra?

Petra to ruiny miasta, którego rozkwit przypadał na III w. p.n.e do I w n.e.!
Jest ona położona w skalnej dolinie, do której prowadzi bardzo wąska droga przez wąwóz As-Sik. Oj, robi to wrażenie ogromne!!! Przede wszystkim jednak Petra słynie z budowli, które zostały wykute w skałach i zachowały się do dzisiaj. To właśnie dlatego warto było tu przyjechać i to zobaczyć, ponieważ to niesamowite na własne oczy obejrzeć budowle, które przetrwały tak ogromną liczbę lat!!!

Samo zwiedzanie Petry to niesamowite doświadczenie. By zwiedzić ruiny miasta wchodzi się poprzez wąwóz, którego rozmiary są oszałamiające. Miałam okazje odwiedzić wąwóz Masca na Teneryfie, ale wchodząc do Petry w kilka sekund o nim zapomniałam, bo ten jest zupełnie inny. Kolory skał a przede wszystkim ich wielkość jest ogromna!!!

Wąwóz
Wąwóz

Idąc dalej wgłąb miasta nie możecie ominąć jednego z najpopularniejszych obiektów w Petrze a mianowicie Skarbca Faraona:

WOW! WOW! WOW! Skarbiec Faraona powstał w I-II w. n.e. i zobaczcie jak dzisiaj pięknie wygląda. Budowla została wykuta z różowego piaskowca i w ciągu dnia przybiera różnorodne kolory, co robi z pewnością jeszcze większe wrażenie. My jednak widzieliśmy ją po raz pierwszy z samego rana i tym samym uniknęliśmy ogromnych tłumów ludzi, bo kiedy wracaliśmy i mogliśmy się jej przyjrzeć po południu to był tam ogrom ludzi! Nie odmówiłam sobie również przyjemności, by Skarbiec Faraona zobaczyć z niewielkiego wzgórza, na które możecie wspiąć się jedynie w obecności przewodnika. Nie trudno go jednak znaleźć, gdyż pierwsi z nich zaczepili nas już przy wejściu do Petry, a przy Skarbcu Faraona było ich kilku. By wejść na wzgórze należy oczywiście zapłacić (15 JOD) i przygotować się na wspinaczkę. Przyznam szczerze, że adrenalina mi podskoczyła, kiedy musiałam chodzić po skałach a za mną była ogromna przepaść. Wejście zdecydowanie nie jest wskazane dla osób, które mają lęk wysokości i niewygodne buty. Widok jednak był wart tych 15 JOD oraz wspinaczki, bo zapierał dech w piersiach:

Kiedy już zobaczyliśmy jedną z najważniejszych budowli to postanowiliśmy wejść jeszcze wyżej, by zobaczyć Petrę z lotu ptaka. Przewodnik może wejść tam z wami (za opłatą) lub powiedzieć wam jak samemu tam się wspiąć. Zaznaczam, że wejście jest dużo łagodniejsze i prowadzi na szczyt ścieżka. Warto!

Petra z lotu ptaka

To zdecydowanie nie to samo co spacerowanie główną ścieżką wśród innych turystów. Czas jednak było schodzić i po kolei oglądać pozostałe budowle, by po 8 godzinach wyjść z tego fantastycznego miasta i z uśmiechem na twarzy powiedzieć sobie, że warto było!!!

Petra
Petra
Petra

DZIEŃ 4 – MORZE MARTWE LUB REZERWAT DANA LUB AQABA

Kolejnego dnia niestety nie dopisała nam pogoda… Pomimo tego, że byliśmy w Jordanii praktycznie w sezonie to dopadł nas deszcz i śnieg (w górach). W planie mieliśmy pojechanie przez King’s Highway nad Morze Martwe lub zwiedzanie rezerwatu Dana.

O tym czym jest Morze Martwe to nie muszę chyb nikomu tłumaczyć. Byliśmy tam dokładnie 3 lata temu, ale mi się tak podobało, że chciałam jeszcze raz położyć się na wodzie i po prostu leżeć, bo jest to niezwykłe doświadczenie!!! Tym bardziej, że prędzej czy później Morze Martwe może zniknąć z powierzchni ziemi, gdyż poziom wody z roku na rok się obniża – spieszcie się!

Niestety, w związku z tym, że pogoda była bardzo zła to nie dotarliśmy ani nad Morze Martwe ani do rezerwatu Data, który jest największym chronionym obszarem w Jordanii. Charakteryzuje się ogromną różnorodnością gatunków roślin i zwierząt oraz tym, że w przeszłości na jego terenie zamieszkiwał człowiek, a pozostałości można zobaczyć pokonując trasy trekkingowe w rezerwacie.

W związku z tym, że było zimno to postanowiliśmy uciec na południe kraju, czyli ponownie do Aqaby. Kiedy dojechaliśmy tam to świeciło słońce a temperatura sięgała 25 stopni Celsjusza! Uznaliśmy, że to będzie czas na rozmowy i relaks, gdyż usiedliśmy na plaży i po prostu delektowaliśmy się szumem fal i spokojem, tym bardziej, że wieczorem czekała na nas kolejna atrakcja a mianowicie nocleg na pustyni Wadi Rum!

DZIEŃ 4 (wieczór)/DZIEŃ 5 – WADI RUM

Dojechaliśmy na miejsce spotkania około godziny 18, gdzie czekał na nas już Beduin, który reprezentuje plemiona krajów arabskich, Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu (Beduinów), które prowadzą koczowniczy lub półkoczowniczy tryb życia (obecnie 1-2%). Nazwa plemienia wywodzi się od arabskiego określenia pustyni oraz osób, które je zamieszkują. Do XX w. głównym zajęciem Beduinów była hodowla wielbłądów, owiec i kóz ale w związku z postępem gospodarczym musieli oni zmienić swoją profesję i obecnie zajmują się obsługą ruchu turystycznego. To właśnie dlatego postanowiliśmy pojechać na pustynie, przespać się w obozie oraz zwiedzić najważniejsze atrakcje, bo wiedzieliśmy, że Beduini stworzą niesamowity klimat a przede wszystkim mają ogromną wiedzę dotyczącą pustyni i warunków, które na niej panują.

Sam obóz zrobił bardzo pozytywne wrażenie. Było na nim kilkadziesiąt namiotów oraz jeden wspólny, w którym zjedliśmy kolację przy przygrywającym na gitarze Beduinie. Przysięgam – klimat był niesamowity, ale to co czekało nas nas po wyjściu z namiotu kompletnie mnie oszołomiło, gdyż zobaczyłam niesamowicie gwieździste niebo. Myślałam, że to się nie zdarzy, gdyż cały dzień było pochmurno w okolicach Wadi Rum, ale udało się i wyglądało to obłędnie!!! Noc w namiocie była zimna, ale przez to, że mieliśmy grube koce to dało się wyspać a rano wstaliśmy na śniadanie i pojechaliśmy wgłąb pustyni.

Jeep Tour po pustyni trwał prawie 7 godzin a przyznam, że nie wiem kiedy to zleciało. Zawsze w takich chwilach myślę sobie ile niesamowitych rzeczy można zrobić podczas 8 godzin spędzonych w pracy, ale nie o tym wpis. Zobaczyliśmy chyba wszystkie istotne punkty, które są na Wadi Rum: Małą Wydmę, Mały Most, Duży most, Grzybek a nawet dotarliśmy do źródła, które jest na pustyni.

Wrażenia? Nie do opisania! To wszystko wyglądało jakbym była na zupełnie odmiennej planecie (czyli na Marsie). Wszystko w odcieniach czerwono-pomarańczowych. I ta ogromna przestrzeń!!! Osobiście mam bardzo dobrą orientację w terenie, ale nie byłabym w stanie odnaleźć się na pustyni bez kompasu lub przewodnika, który nas obwoził. To było tak niesamowite doświadczenie, że myślę, że każdy powinien chociaż raz tego doświadczyć!

Widok na Wadi Rum

Naładowana pozytywnymi emocjami po zwiedzaniu pustyni wróciłam do Aqaby, by poczuć klimat tego miasta. Doprawdy do dzisiaj nie wiem skąd się biorą te historie o tym, że w krajach arabskich jest niebezpiecznie. Czułam się tam super bezpiecznie, bo nie spotkałam się nawet z nagabywaniem czy jakąkolwiek inną nieprzyjemną sytuacją. Wręcz przeciwnie – wszyscy są dość pomocni, ale oczywiście trzeba pamiętać o przestrzeganiu podstawowych zasad dotyczących stroju. A jedzenie kolacji przy meczecie, z którego słychać na całe miasto modlitwę jest niezwykłe i fascynujące!

DZIEŃ 6: Przejście graniczne Jordania/Izrael, EILAT

To był jeden z najsmutniejszych dni z całego wyjazdu, gdyż opuszczaliśmy Jordanię, która mnie zachwyciła tak samo jak 3 lata temu Izrael. Przede wszystkim swą innością i różnorodnością jaką oferuje. Czułam ogromny niedosyt, ale opuściłam kraj z sercem pełnym nadziei na to, że kiedyś tam wrócę!

Popołudnie spędziliśmy na przecudownej plaży w Eilacie, bo chcieliśmy się zrelaksować po odbytej podróży oraz przemyśleć wszystko co nas spotkało w Jordanii. To był idealny czas do skonfrontowania się z własnymi myślami.

Eilat

DZIEŃ 7

Ostatniego, pełnego dnia naszego wyjazdu postanowiliśmy z samego rana wybrać się do jednej z najpopularniejszych atrakcji południowego Izraela a mianowicie zobaczyć Red Canyon, który jest położony na środku pustyni Negew. Kiedy zobaczyłam go na zdjęciach to od razu skojarzył mi się z kanionem Antelope w USA, którego niestety nie zdążyłam wtedy zobaczyć. Red Canyon to około 200 metrowa szczelina wydrążona przez płynącą wodę w czerwonym piaskowcu gór Ejlatu. I robi wrażenie pod warunkiem, że nie ma tam tłumów ludzi. W związku z tym, że Izrael zrobił się bardzo popularnym kierunkiem to musicie być tam z samego rana, gdyż potem jest wiele ludzi i nie można w spokoju przejść trasy.

Red Canyon
Red Canyon
Red Canyon

Wokół Red Canyon’u jest wiele tras trekkingowych, które możecie przejść. My zdecydowaliśmy przejść jedynie Czerwony Kanion ze względu, że czekała na nas jeszcze jedna atrakcja a mianowicie plażowanie i rafa koralowa.

Popołudniu wróciliśmy na obrzeża Eilatu, by odpocząć i zobaczyć rafę koralową. Jest tam strzeżona plaża Coral Beach Nature Reserve i by wejść na nią należy uiścić opłatę. Ja niestety nie pływałam, ale mój mężczyzna wpakował do naszej walizki płetwy i maskę po to by na własne oczy zobaczyć rafę koralową. I mówił, że było warto!!!

DZIEŃ 8

Ostatniego dnia wracaliśmy do Niemiec.

Myślę, że Jordania uplasowała się na liście jednego z najbardziej ciekawych i różnorodnych krajów jakie miałam w swoim życiu obejrzeć. Nie jest tam niebezpiecznie i nie ma co się tego obawiać, tylko tak jak zazwyczaj mówię: pakować się i jechać, bo była to dla mnie fascynująca przygoda! Dla Ciebie również może być!!

Udostępnij to...
Share on Facebook
Facebook
Share on LinkedIn
Linkedin

Dodaj komentarz