TBT: Życie na ośrodku kolonijnym w USA

Wyobraź sobie, że mieszkasz w samym sercu lasu i by dojechać do sklepu spożywczego musisz jechać 30 minut samochodem. Brzmi jak wyzwanie? Tak właśnie było! Jak to jest mieszkać na ośrodku kolonijnym w Stanach Zjednoczonych? Jak wygląda taki ośrodek i życie na nim?

Stany Zjednoczone to zdecydowanie nie tylko wysokie budynki i fast-foody bo to tak najczęściej wyobrażamy sobie ten kraj. Życie na campie nie pokazało mi typowego życia Amerykanów, którzy pracują i dbają o swoją rodzinę oraz dom, ale mogłam zobaczyć jak wyglądają ośrodki kolonijne, na które rodzice wysyłają swoje dzieci na aż 7 tygodni (tak było na moim ośrodku). Wyobrażacie to sobie w Polsce? U naszym kraju już nawet skrócono tzw. „Zieloną Szkołę” z 3 do 2 tygodni. Nie do przejścia, a w Stanach jest to normalne.

PRACA

Zostałam zatrudniona do pracy w kuchni. Byliśmy podzieleni na zespoły, które łącznie liczyły 40 osób. Osoby przydzielone do pierwszej grupy przygotowywały dania główne, z drugiej grupy ludzie zmywali naczynia a w trzecim i czwartym były osoby, które dbały o porządek na głównej sali (stołówce) oraz wydawały posiłki i przygotowywały bar sałatkowy oraz śniadanie (płatki + napoje). Trafiłam do tej ostatniej grupy.

Stołówka
Bar sałatkowy

Z racji tego, że w pracy byliśmy podzieleni na dwa zespoły to mieliśmy również dwie zmiany – poranną oraz popołudniową. Nie były to jednak standardowe dwie zmiany, jakie znamy w Polsce, dlatego, że one się mocno ze sobą przeplatały. By wyjaśnić to najlepiej jak potrafię to grupa osób, która wstawała na poranną zmianę nazwę X, natomiast Ci, którzy należeli do popołudniowej zmiany nazwę Y.

Grupa X wstawała na godzinie 7:00 i była odpowiedzialna za przygotowanie śniadania dla wszystkich: rozłożenie napojów, płatków + mleka itp . Grupa Y wstawała na godzinę 8:25. Wspólnie serwowaliśmy posiłki dla wszystkich dzieci (jajka, bajgle itp). Po śniadaniu, obydwie grupy musiały posprzątać po śniadaniu, natomiast grupa Y kończyła pracę o godzinie 9:45 i miała przerwę do godziny 12:00. W tym czasie, grupa X była odpowiedzialna za przygotowanie baru sałatkowego oraz sali na lunch na godzinę 12:00. Sytuacja na lunchu wygląda dokładnie tak samo jak przy śniadaniu. Grupa X oraz Y muszą wydawać posiłki dla wszystkich dzieci oraz posprzątać po lunchu, ale tym razem to grupa X pracowała do godziny 15:00. Po wykonaniu tych czynności, grupa Y zostawała (godz. 15:00) i miała za zadanie przygotować bar sałatkowy na obiad o godzinie 18:00. O godzinie 18:00 obydwie grupy spotykały się, by wydawać posiłki dzieciom, ale grupa X pracowała jedynie do 19:15, natomiast 7 do godziny 19:45.

Na „mojej stacji” przed wydawaniem posiłków

Brzmi to bardzo skomplikowanie, ale w gruncie rzeczy to było bardzo sprawiedliwe. Popołudniową oraz poranną zmianę mieliśmy na zmianę – w jednym tygodniu wstawałam na 7:00, a w drugim na 8:25. Przyznam szczerze, że poranna zmiana zdecydowanie sprzyjała rozmowom z rodziną w Polsce ze względu na różnicę czasową (przerwa od godz. 15:00, kiedy w Polsce był wieczór).

Ponadto, raz w tygodniu mieliśmy grill, ale wyglądało to tak samo, jak w przypadku pracy na kuchni. Wszystko po prostu wynosiliśmy na zewnątrz. Moja praca głównie polegała na przygotowywaniu warzyw, owoców, sosów (typowy bar sałatkowy), więc nie było to nic bardzo skomplikowanego.

OŚRODEK

Przed przylotem na ten ośrodek kolonijny obejrzałam sobie zdjęcia opublikowane w Internecie, ale kiedy przyleciałam i pierwszego dnia poszłam na spacer po ośrodku to mogłabym i spacerować na nim cały dzień, bo jest ogromny!!!

Ośrodek, na którym mieszkałam 10 tygodni był usytuowany nad jeziorem w pobliżu niewielkiego miasteczka Copake w stanie Nowy Jork.

Dzieci, poza tym, że mają piękne małe domki, w których mieszkają wspólnie ze swoimi opiekunami to mają dodatkowo tyle atrakcji, że nie dziwie się, dlaczego ten pobyt trwa tam aż 7 tygodni, bo w krótszym czasie nie ma opcji, by skorzystać z tych wszystkich boisk, basenów i pomieszczeń!!!

Domki dla dzieci
Wnętrze pokoi dzieci

Ośrodek mogłabym podzielić na kilka kategorii:

WODA

Poza tym, że jest on położony nad jeziorem, na którym był water park to ośrodek jest wyposażony w dwa baseny – dla chłopców oraz dziewczynek. Na wodzie odbywało się wiele różnych aktywności takich jak żeglarstwo czy narciarstwo wodne. Czad!!!

Basen z widokiem na jezioro
Waterpark

PRZYGODA

Na ośrodku znajdowały się miejsca, o których nikt nie pomyślałby, że mogą być. W sekcji przygoda z pewnością mogę wymienić: ściankę wspinaczkową, mini golf, tyrolkę czy łucznictwo. To jeszcze nie wszystko, dzieci mogły wziąć udział w zajęciach ze sztuki walki czy spędzić noc w specjalnie przygotowanej wiosce za ośrodkiem!!!

ZAJĘCIA

Poza tym, dzieci mogły brać udział w różnorodnych zajęciach. Wśród nich były: areobik, gotowanie, joga czy teatr. Dzieci także mogły korzystać z siłowni, uczyć się jak tańczyć oraz jak pozować czy coś tworzyć np. biżuterię. WOW!!!

SPORT

Będąc na takim ośrodku nigdy nie widziałam tylu boisk w jednym miejscu!!! Dzieci miały dostęp do boiska do koszykówki, baseballa, tenisa, ping-ponga, hokeja, lacrosse, siatkówki, badminton oraz soccera! Przysięgam, istne szaleństwo! A jestem pewna, że coś na pewno pominęłam!

Myślicie, że to wszystko? Otóż nie. Ośrodek był wyposażony również w miejsce, w którym możesz usiąść i zjeść lody, a także w kino, w którym można było oglądać film.

Kino

Uczestnicy kolonii mieli zajęte całe dnie – od rana do wieczora, więc podejrzewam, ze nie mieli siły i czasu na to, by tęsknić za swoją rodziną. W trakcie pobytu (mniej więcej w połowie) odbywał się tzw. „Visiting Day”. Zjeżdżały się wtedy całe rodziny, by posiedzieć ze swoimi pociechami. Przywozili ze sobą ogromne ilości jedzenia, a także stoliczki, stołeczki i namioty i urządzali sobie piknik! W życiu czegoś takiego nie widziałam!

Visiting Day

W ostatnim tygodniu na kampie, dzieci wraz z opiekunami byli dzieleni na dwie osobne drużyny. Odbywało się to podczas specjalnego dnia, na którym był krótki pokaz (np. taniec), po którym ze sceny były rozrzucane kartki, w których był przydział do drużyny białych bądź czerwonych. Emocje na twarzach dzieci – były bezcenne. My, chociaż nie uczestniczyliśmy w rywalizacji to moment przydzielania dzieci do drużyn również bardzo przeżywaliśmy.

Ostateczna konkurencja drużyn: kto pierwszy rozpali takie ognisko, które przepali przewieszoną linę

Przez cały tydzień, drużyny ze sobą walczyły, by pod koniec ogłosić zwycięzcę. Tym samym kończyły się niezwykłe dla dzieci tygodnie podczas, których nawiązały z pewnością niezapomniane znajomości oraz wzięły udział w różnego rodzaju atrakcjach.

ŻYCIE

Mieszkałam za kuchnia w małym domku, w pokoju, który dzieliłam z 6 osobami (normalnie powinno być nas 8, ale 2 z nas mieszkały ze swoimi chłopakami). Z łazienki, w której były 2 prysznice, 2 umywalki oraz 2 toalety korzystało łącznie 12 dziewczyn. W „męskim” domku było jeszcze gorzej, bo było ich znacznie więcej i też mieli tylko jedną łazienkę. Myślisz sobie: „Ja bym tak nie mogła”, ale czy w obliczu tych wszystkich atrakcji, ludzi i atmosfery ktokolwiek by się przyjmował, jak wygląda miejsce, w którym tylko śpi? To nie miało absolutnie żadnego znaczenia!

Poza tym, że pracowaliśmy całe dnie, bo prawda jest taka, że mieliśmy jedynie wolne 2 godziny w ciągu dnia a dopiero potem wieczory to w tym czasie robiliśmy wiele różnych rzeczy. Mogliśmy korzystać z tych atrakcji wieczorami, kiedy dzieci już tego nie robiły. Chodziliśmy do kina, na lody, uprawialiśmy sporty czy korzystaliśmy z water parku. W określone dni mogliśmy jechać do baru, do innego miasta oraz pojechać do sklepu oddalonego 30 minut drogi samochodem. W dni wolne jeździliśmy na wycieczki i wykorzystywaliśmy w 150% okazję, że byliśmy w USA.

Amerykański bar

Czy 10 tygodni to długo? Nie.

Czy można się zżyć z ludźmi? Tak.

Tak samo jak dzieci, my również mieliśmy swoją przygodę w takim małym miasteczku, które było po prostu ośrodkiem kolonijnym.

Jeśli zatem trafiłeś tutaj, bo zastanawiasz się, czy powinieneś jechać na camp sam to odpowiadam: JEDŹ!!! I korzystaj, z tego, że masz taką szansę.

Polecane:

O tym, dlaczego praca w kuchni w USA była największą przygodą mojego życia

Czy samotna podróż kobiety to dobry pomysł?

Udostępnij to...
Share on Facebook
Facebook
Share on LinkedIn
Linkedin

Dodaj komentarz