O tym, dlaczego praca w kuchni w USA była największą przygodą mojego życia

Jedziesz do obozu pracy do USA. Czym tu się szczycić? – usłyszałam nie raz, nie dwa, kiedy oznajmiłam rodzinie i znajomym, że postanowiłam zainwestować w bilety lotnicze i program, który umożliwiał mi wyjazd na 3 miesiące do USA. Wzruszyłam ramionami, ale nie dałam się stłamsić. Postanowiłam, że chce to zrobić i zrobię, bo planowałam wyjechać do USA już 3 raz. Dzisiaj wiem, że to była jedna z najlepszych decyzji w życiu. Dlaczego?

Przede wszystkim, Stany Zjednoczone były moim największym podróżniczym marzeniem. Od dziecka miałam w mieszkaniu małą flagę USA, gadżety z wizerunkiem Statuy Wolności oraz małą taksówkę w żółtym kolorze, która stoi do dzisiaj na mojej komodzie. Przyznam szczerze, że nie mam pojęcia, skąd się u mnie w ogóle wzięła ta fascynacja USA. Być może, kiedy byłam dzieckiem naoglądałam się amerykańskich filmów i marzyłam, by chociaż na chwilę przenieść się do tego innego, niesamowitego świata, który w tamtych czasach, był dla mnie nieosiągalny. Ale zawsze powtarzałam, że do USA pojadę. Wierzyłam całą sobą, że to się wydarzy.

Po raz pierwszy, wpadałam na pomysł, by moja mama umożliwiła mi wyjazd do koleżanki, która od wielu lat mieszka w Nowym Jorku. Moja mama była w stałym kontakcie z tą koleżanką, ale do wyjazdu ostatecznie nie doszło, więc uznałam, że czas poszukać innego rozwiązania. Drugim pomysłem był wyjazd na rok do szkoły średniej do USA. Czytałam wtedy mnóstwo blogów dziewczyn, które wyjechały do „host rodziny” na rok, by uczyć się w szkole średniej. To wszystko brzmiało wtedy dla mnie jak sen, więc i sama chciałam mieć swój „American Dream” w postaci rocznego wyjazdu. To jednak wiązało się z ogromnymi kosztami, które okazały się zbyt wysokie, bym mogła jechać.

Nie poddałam się.

Będąc zatem na studiach, usłyszałam o programie wyjazdu na ośrodek kolonijny, by min. 10 tygodni pracować a potem do 1 miesiąca podróżować. To było to! Po pierwsze, uznałam, że 3 miesiące to wystarczający czas, by pobyć trochę w Stanach, a po drugie mogłam to wszystko zorganizować samodzielnie. Z roku na rok przekładałam wyjazd ze strachu przed tym, co mnie czeka za oceanem. Ostatecznym bodźcem był fakt, że zostałam uświadomiona, że jeśli tylko zechcę to mogę spełnić to marzenie. I zapisałam się.

Pracowałam na program. A potem spakowałam się i poleciałam!

Zapisując się na program, wiedziałam, że będę miała możliwość podróżować do 1 miesiąca czasu po wykonanej pracy na obozie kolonijnym i nie ukrywam, że to właśnie było moim celem. Chciałam odhaczyć 10 tygodni w pracy i wyjechać w swoją wymarzoną podróż po USA. I traktowałam to jako wyjazd, na którym zobaczę rzeczy, które kiedyś były dla mnie zupełnie nierealne, a wtedy już były praktycznie na wyciągnięcie ręki.

Będąc jeszcze w Polsce nie przewidziałam kilku rzeczy, które uczyniły pracę na kuchni największą przygodą mojego życia:

LUDZIE

Pracując i jednocześnie żyjąc na kampie jako jego obsługa przebywałam z ludźmi z całego świata, którzy tak jak ja chcieli odkrywać, poznawać, bawić się i przeżyć swój niepowtarzalny „American Dream”. Tak samo jak ja byli szaleni, mieli otwarte umysły i chcieli uczynić ten wyjazd najlepszy w ich życiu. Chcieli podróżować, poznawać ludzi, nie przejmować się niczym i żyć na 100%. To właśnie ludzie uczynili ten wyjazd tak bardzo wyjątkowym.

ODKRYWANIE INNEJ KULTURY

Spełnienie swojego największego marzenia jest doświadczeniem, które jest zdecydowanie niezapomniane. Stworzyłam sobie możliwość, która doprowadziła do tego, że mogłam stanąć w Nowym Jorku i powiedzieć „TAK, JESTEM W USA!”.  Jako uczestnik programu mogłam zobaczyć jak Amerykanie żyją, jak zachowują się w sklepach, restauracjach, knajpach, czyli po prostu jak wygląda ich codzienność. Praca na kuchni umożliwiła mi zobaczyć jak wygląda „od kuchni” (i to dosłownie) przygotowywanie posiłków dla dzieci.

PRZYGODY i CHWILE

Spędzając czas z ludźmi o różnych charakterach, którzy są głodni przygód nie sposób było je ominąć. Chwile i emocje, które mi dostarczyli są niezapomniane. Pamiętam, kiedy moi znajomi szukali mnie po wyjściu z klubu, a ja wróciłam na ośrodek innym samochodem, kiedy spędzaliśmy czas przy ognisku w lesie, kiedy oglądaliśmy zachód słońca na wzgórzu, kiedy chodziłam po dachach i patrzyłam w gwiazdy, kiedy oblewaliśmy się wodą, bo było bardzo gorąco, kiedy imprezowaliśmy w barze do 3 w nocy a rano trzeba było wstać do pracy, kiedy bawiliśmy się w waterparku, kiedy pierwszy raz graliśmy w tenisa i wiele, wiele innych. To właśnie te przygody, chwile i emocje…

Miałam 10 tygodni „odhaczyć” a kiedy przyszedł ostatni dzień moje pobytu to płakałam, bo nie chciałam wyjeżdżać. Praca w środowisku takich niesamowitych osób, z którym autentycznie się zżyłam sprawiła, że kiedy dzisiaj słyszę, że spędziłam 10 tygodni w obozie pracy to nie przeczę i nie tłumaczę, bo osoba, która tego nie przeżyła, nie zrozumie tego wszystkiego.

A kiedy wyjechałam po kolei zaczęłam spełniać kolejne marzenia… Od Las Vegas przez Los Angeles, Grand Canyon… aż do Nowego Jorku, czyli uwieńczenia całego, niesamowitego wyjazdu miastem, które trzeba chociaż raz zobaczyć.

Wyjazd uświadomił mnie w przekonaniu, że jeśli tylko chcesz to możesz spełnić swoje marzenia, nawet te, które wydają się absolutnie nierealne. Co roku tysiące osób wyjeżdża w podróże dookoła świata, w podróże po USA czy realizują inne marzenia, które chcą spełnić. I nie mają wymówek, by tego nie robić.

Jeśli podobał Ci się ten wpis do zapraszam do obserwowania na Facebook’uInstagramie oraz zapisania się do newslettera!

TBT: Betonowa dżungla czy miasto marzeń?

To Most Samobójców przyciągnął mnie do tego miasta

Udostępnij to...
Share on Facebook
Facebook
Share on LinkedIn
Linkedin

Dodaj komentarz