TBT: Utknęłam w korku na jednej z najbardziej krętych dróg w Europie

Kiedy oznajmiłam moim bliskim, że wybieram się do tego kraju to najczęstsze co usłyszałam: „zacofanie”, „brud”, „okradną Cię”  i „po co ty tam jedziesz?”. I nie da się ukryć, że wśród Polaków są to najczęstsze stereotypy, dlatego póki co wiele osób omija ten kraj. Jestem jednak przekonana, że za kilka lat również i tam chętnie będziemy jeździć na wakacje. Tak samo było przecież z Czarnogórą czy Albanią. Ja jednak pomimo takich „ostrzeżeń” nie dałam za wygraną, spakowałam się, jechałam 20 godzin autokarem i voilà! Witamy w Rumunii!

Skłamię jeśli napiszę, że się nie bałam. Zawsze się boję. Szczególnie, gdy usłyszałam negatywne komentarze na temat Rumunii. Zdawałam sobie sprawę, że nie jest to tak rozwinięty kraj, jak pozostałe kraje europejskie, ale argument, który przeważył o tym, że zdecydowałam się tam pojechać był fakt, że byłam w kontakcie z osobą, która mieszkała tam już od 3 miesięcy. Wiedziałam zatem, że z pewnością nie jest tam tak źle, jak ludzie w Polsce mówią. Zresztą… to było w 2015 roku, więc biorąc pod uwagę to co obecnie się dzieje we Francji to uważam, że Rumunia jest teraz bardzo bezpieczna. I nie tylko, bo jest po prostu piękna. Owszem, są rejony, które nie wyglądają najciekawiej, ale nie ukrywajmy – tak jest zawsze i wszędzie.

Przykładowo, w stanie Nowy Jork dziennie jest prawie 40 milionów ludzi! To tyle ile mieszka w całej Polsce, a pomimo tego, że zdarzają się tam ataki terrorystyczne, są niebezpieczne dzielnice to ludzie i tak kochają to miasto i decydują się tam regularnie przebywać. Moim zdaniem, Rumunia to kraj, który jest zdecydowanie niedoceniany: ma przepiękne góry, dostęp do morza i nie jest tam drogo. Od czego zatem zacząć zwiedzanie tego kraju?

BUKARESZT

Swoją przygodę z tym krajem rozpoczęłam w nocy, bo mój autobus zatrzymywał się na stacji benzynowej o 2 w nocy… Przejeżdżając taksówką przez centrum miasta pomyślałam „wow”!  (trzeba tutaj uważać, bo taksówkarze bardzo często oszukują turystów. Najlepiej zapytać przed przejażdżką ile będzie kosztować podwózka lub – jeśli jest taksometr – włączyć GPS i sprawdzać jaką trasą jedzie taksówkarz. Można wtedy zwrócić uwagę). Wysokie budynki, oświetlone ulice i po prostu… duże miasto. Po tym wszystkim co usłyszałam przed wyjazdem to się tego absolutnie nie spodziewałam! Bukareszt jest cywilizowaną stolicą, która wygląda tak samo jak Warszawa. Z jednego z wysokich budynków wygląda mniej więcej tak:

W dzień jest trochę inaczej: człowiek dostrzega fakt, że Bukareszt to miasto kontrastów – albo ktoś jest tutaj bardzo biedny albo bogaty. Na ulicach są widoczne samochody dobrych marek, a w bramach śpią bezdomni. Był to z pewnością dziwny widok, ale na pewno nie przerażający. To jeszcze nie wszystko. Zauważyłam, że wszyscy się na mnie patrzą. Tutaj kobiety są brunetkami, a ja mam dużo jaśniejsze włosy, dlatego wzbudzałam zainteresowanie. Nie powiem, żeby mi się to podobało, bo wręcz przeciwnie – denerwowało! Rozumiem, że nie był to codzienny widok, ale mężczyźni potrafili bez krępacji mnie obserwować a nawet odwracać za mną, kiedy obok nich przechodziłam. Ale to nic, bo uznałam, że czas dotrzeć do budynku, który jest drugim, co do wielkości Parlamentem na świecie!

DZIEŃ 1

PAŁAC PARLAMENTU

Na pierwszym miejscu pod względem wielkości jest Pentagon a zaraz po nim jest Pałac Parlamentu, czyli rumuński Parlament. „Łączna powierzchnia zabudowy wynosi 830 tysięcy m². Budynek podzielony jest na 3 części, każda z nich różni się przeznaczeniem. Pałac posiada około 1100 pomieszczeń, w 440 z nich mieszczą się biura, ponadto znajduje się tu 30 wielofunkcyjnych sal, 4 restauracje, 3 biblioteki, dwa parkingi podziemne, jedna sala koncertowa. Pałac posiada 12 nadziemnych kondygnacji, pod ziemią znajduje się osiem poziomów, z których cztery wciąż nie są wdrożone do eksploatacji.” By wybudować Pałac Parlamentu należało przesiedlić 40 000 tysięcy ludzi i dokonać rozbiórki około 7 km² centrum starego miasta! Robi wrażenie, serio!

Nie da się ukryć, jest OGROMNY! Jak próbowałam zrobić zdjęcie to nie mieścił się w kadrze. Samo wnętrze budowli mnie szczególnie nie zachwyciło, ale mimo wszystko warto odwiedzić ten budynek, by zobaczyć jak dużą powierzchnie mogą mieć pomieszczenia. Zwiedzać Parlament można jedynie z przewodnikiem. Ja kupiłam bilet na miejscu, ale to było 2015 rok. Jeśli wam zależy to można zrobić rezerwację wcześniej.

MIASTO

Wieczorem udałam się na Stare Miasto, które latem tętni życiem. Nie zwiedzałam go jednak jakoś szczególnie. Znajduje się tam mnóstwo restauracji, pubów, klubów czy kawiarenek. Jest to idealne miejsce, by usiąść ze znajomymi i się zrelaksować oraz poobserować jak funkcjonuje miasto nocą. Nie jest to jednak miejsce, w którym jest co oglądać i robi jakieś piorunujące wrażenie.

Bukareszt ma bardzo chaotyczną zabudowę, dlatego pomimo tego, że ma wiele zabytków to giną pomiędzy socrealistycznymi budowlami.  Chodząc jednak po mieście (nie tylko po starym mieście) to z pewnością możecie wybrać się na plac Piata Unirii, który charakteryzuje się gigantyczną fontanną pośrodku, a zaraz na zachód od placu znajdują się tak zwane bukaresztańskie Pola Elizejskie, którymi dochodzi się do Pałacu Parlamentu, o którym pisałam wcześniej. Bukareszt obfituje przede wszystkim w wiele cerkwi, muzeów, teatrów, eleganckich sklepów czy restauracji. Uważam, że najlepiej zwiedzać całe miasto, spacerując po nim. Można wtedy zauważyć tę ciekawą architekturę. Z jednej strony widzimy socrealistyczne budynki, a z drugiej strony piękne budowle. Polecam!

DNI 2-5

VAMA VECHE

Jako, że było lato to udałam się na południe kraju, czyli do Vama Veche. Jest to miejscowość nadmorska, położona praktycznie na granicy z Bułgarią (o tym później). Aby dostać się do tego miasta wystarczyć pojechać pociągiem do miasta Konstanca a stamtąd już autobusem do Vama Veche. To miasteczko nazwałabym takim rumuńskim luzem. Samo miasto nazywane jest wioską hipisowską nad Morzem Czarnym. Chodziłam po mieście na boso, paliłam shishę na plaży a zaraz obok było pole namiotowe. Wioska ta ma jedną ulicę i zanim zdążysz się rozejrzeć to już się kończy. Ale ma w sobie coś zupełnie innego. Przede wszystkim to, że nie ma krępacji przed nagością. Osobiście, nie widziałam nikogo, kto chodził nago, ale słyszałam, że jest to całkiem normalne. Vama Veche to idealne miejsce dla młodych osób, które chca wychillować, pobawić się i nie przejmować się niczym. Wioska pozwala na bycie sobą, nie ocenia i daje swobodę a jednocześnie jest całkiem nowoczesna – leżaki i parasole na plaży są normą. I można doświadczyć spania na polu namiotowym na plaży!

Jednego dnia, uznałam, że można wykorzystać okazję, że jestem tak blisko granicy z Bułgarią, więc wypożyczyłam rower i pojechałam do Bułgarii na rowerze. Naprawdę, był to super pomysł na spędzenie dnia i polecam to każdemu! Granice przeszłam pieszo a zaraz potem wsiadłam ponownie na rower.

DZIEŃ 6

BRASOV

Kolejne dni zdecydowałam się spędzić w górach, które są przepiękne. Brasov to miasteczko położone w Transylwanii a słyszałam, że jest to najpiękniejszy obszar Rumunii i turyści bardzo często odwiedzają różne miasteczka na tym obszarze. Mi udało się dojechać – wynajętym w Bukareszcie samochodzie – tylko do Braszowa. Uważam, że jest to jeden z lepszych pomysłów, tym bardziej, że następnego dnia zdecydowałam, że pojadę Trasę Trasfogarską (o tym poniżej). Wjeżdżając do Braszowa to pierwsze co się rzuca w oczy to napis „Brasov” zrobiony na wzór napisu „Hollywood” w Los Angeles. Braszów jest przepięknym, małym miasteczkiem. Rynek zachwyca swoimi malowniczymi budynkami ale także atmosferą. Można ujrzeć malarzy, który tworzą swoje dzieła, latające gołębie oraz malutkie sklepiki z pamiątkami. Jest to idealne miejsce na romantyczny wieczór. Wieczorem są widoczne elegancko ubrane pary ale również rodziny z dziećmi.

W Braszowie można również wjechać kolejką na wzgórze (ja jednak nie miałam okazji) i zobaczyć to przepiękne miasteczko z „lotu ptaka”. Z pewnością robi to wrażenie, dlatego warto odnaleźć tĘ atrakcję i pojechać kolejką na sam szczyt, który jest właśnie w okolicach napisu Brasov.

DZIEŃ 7

TRASA TRANSFOGARSKA

Kolejnego dnia mojej podróży po Rumunii pojechałam na słynną Trasę Transfogarską. Wspominałam o niej przy okazji przejazdu do wioski Masca położonej na Teneryfie. Ciężko stwierdzić, która z nich zrobiła na mnie większe wrażenie. Przede wszystkim, Trasę Transfogarską najlepiej zacząć od strony Brasova, tak by jechać „w górę” a nie ” w dół”. Wbrew pozorom, nie jest ona tak długa, jak myślałam. I spotkał mnie… korek (wyobraźcie sobie jak popularna jest!), który wykorzystałam na podziwianie widoku i zdjęcia. Trasa jest piękna, z pewnością robi ogromne wrażenie, gdyż jest naprawdę bardzo kręta a widok z góry… wow! Zresztą zobaczcie sami:

Trasę można również zobaczyć z kolejki linowej, która przejeżdża centralnie nad nią, dlatego jeśli nie chcecie wynajmować samochodu to możecie przejechać ową kolejką i również podziwiać piękne widoki.

Druga część trasy prowadziła nas „w dół” i muszę przyznać szczerze, że była kręta, ale nie robiła już takiego wrażenia, jak tamten najbardziej popularny fragment, który możecie zobaczyć na wszystkich zdjęciach, które wyświetlą się w Google, kiedy wpiszecie „Trasa Transfogarska”.

ZAMEK POENARI

W trakcie powrotu z trasy mijałam Zamek Poenari. W zasadzie są to ruiny zamku. Powstał on na początku XIII wieku przed pierwszych władców Wołoszczyzny. W XV wieku potencjał w zamku dostrzegł Wład Palownik, który odbudował zamek. Wład posłużył za pierwowzór literackiej postaci Drakuli i dlatego zamek stał się atrakcją turystyczną. Co więcej do zamku prowadzi… 1480 schodów!!! Jeśli zatem lubicie się wspinać to warto.

Rumunia, Rumunia, choć do dzisiaj wzbudza u nas takie „tam nie ma nic ciekawego” to uważam, że jest to bardzo ciekawy kraj, do którego ponad rok temu chciałam się… przeprowadzić. I zmarnowałam bilet lotniczy, bo ostatecznie skapitulowałam. Ciekawe co dzisiaj więcej mogłabym powiedzieć o tym kraju? Zachęcam Was do podróżowania do Rumunii – przysięgam, zaskoczy Was!

 

POLECANE:

Udostępnij to...
Share on Facebook
Facebook
Share on LinkedIn
Linkedin

Dodaj komentarz