TBT: Nie umiałam spojrzeć w oczy kobiecie… CITY BREAK W AMSTERDAMIE

Bądźmy szczerzy, moje pierwsze skojarzenie o tym mieście to marihuana.  A zaraz potem kolejne: wolność, rozpusta, erotyka i… rowery.  To miasto, w którym to co w Polsce jest tabu, tam jest czymś normalnym i codziennym. Co jednak ma wspólnego skrępowanie przed spojrzeniem innej kobiecie w oczy ze stolicą Holandii? Cofam się w czasie i opowiadam jak spędzić krótki, dwudniowy city-break w Amsterdamie!

Pomysł na zwiedzenie tego miasta był ze mną od początku studiów. Rok po roku zapisywałam sobie to miasto na mojej liście „to do”, ale zawsze było „coś” (czyli wymówka), co wprowadzałam w swoje życie i przez to „coś” odkładałam wyjazd na potem. W tym roku już nie odpuściłam. W dniu swoich urodzin zarezerwowałam loty obsługiwane przez holenderskie linie lotnicze i we wrześniu siedziałam już w samolocie do miasta, które od zawsze kojarzyło mi się z tym, że to właśnie tam możesz być taki, jaki chcesz. Mieście, które nie ocenia a po prostu jest. Od czego zacząć zwiedzanie?

DZIEŃ 1

ULICA CZERWONYCH LATARNI

To absolutny punkt numer jeden w Amsterdamie. Słynna ulica Czerwonych Latarni, która mnie osobiście przytłoczyła pierwszego wieczoru. Migające szyldy, nocne kluby, erotyczne sklepy i kobiety prezentujące swoje wdzięki w oknach lub drzwiach podświetlonych na czerwono. I to właśnie one mnie autentycznie… zawstydzały. Nie wiem, co mnie przyblokowało, ale nie potrafiłam żadnej spojrzeć w oczy. A w głowie kłębiło się mnóstwo pytań: Dlaczego? Po co? Jaką mają historię, że robią akurat to? A tych kobiet jest całe mnóstwo! Blondynki, brunetki, rude, o ciemnej karnacji… Do wyboru i koloru. Jak na witrynach w sklepie. Mimo to, że mnie to tak przygnębiło to postanowiłam usiąść w barze zlokalizowanym właśnie na ulicy Czerwonych Latarni, by przyjrzeć się temu jak to wszystko tam wygląda. Czy jest wielu turystów? Tyle, że ciężko przez ulicę przejść: jedni stawali i chętnie się kobietom przyglądali, drudzy przechodzili tylko obok a trzeci nawet korzystali z usług. Widziałam nawet kobiety, które ukradkiem postanowiły zrobić zdjęcie kobietom w witrynach (to jest zabronione), jednak jedna z nich to zauważyła, pokazała środkowy palec i się schowała. To trzeba zobaczyć i poczuć!

Ulica Czerwonych Latarni

COFFEE SHOP

Tego samego wieczoru nie mogłam nie pójść do coffe shop’a czyli miejsca, które dla Holendrów jest takim samym miejscem jak dla Polaka bar czy pub. Tylko, że Holendrzy w tych coffee shop’y mogą tylko kupić i zapalić marihuanę. Te w Amsterdamie były zdecydowanie dla turystów niż Holdendrów, bo przysięgam, że nie wiedziałam nikogo poza osobami z innych krajów. W centrum Amsterdamu jest bardzo ciężko o miejsce siedzące w takim coffee shopie, ale całe szczęście mi się udało za pierwszym razem. Usiedliśmy ekipą i wczuliśmy się totalnie w klimat. Co za czad! Ludzie siedzą, śmieją się i po prostu… chillują. Nie powiem, było to ciekawe doświadczenie.
Najpopularniejszymi coffee shop’ami są Buldogi, które różnią się od siebie nie tylko wyposażeniem wnętrza, ale również muzyką. W jednym leci spokojna muzyka, w innym typowe rapy. Obsługa dba o to, by nikt nie siedział tam po prostu i palił, bo zawsze trzeba coś kupić (woda się przyda!)

DZIEŃ 2

SPACER ULICZKAMI AMSTERDAMU + MUZEA

Ten wyjazd nie był bieganiem po mieście z listą atrakcji do zobaczenia tylko wyjazdem podczas którego spacerowaliśmy sobie po Amsterdamie i jeśli po drodze spotkaliśmy jakąś atrakcję to z niej skorzystaliśmy. Ścisłe centrum stolicy Holandii jest bardzo małe i łatwo się tam zgubić. Wszystkie te budynki wyglądają tak uroczo, że nie chce się stamtąd wychodzić, ale są też bardzo podobne. Osobiście mam bardzo dobrą orientację w terenie, ale w Amsterdamie się zgubiłam i to nie raz! Warto jednak to zrobić, by zrelaksować się chodząc po mieście uroczymi uliczkami, usiąść na chwilę na kawę a na koniec wrócić na ulicę Czerwonych Latarni i zobaczyć jak funkcjonuje w biały dzień…

MUZEUM PROSTYTUCJI

Wydawać, by się mogło, że w takim muzeum nic ciekawego nie ma, ale ja zaskoczyłam się bardzo pozytywnie. Muzeum zlokalizowane jest na ulicy Czerwonych Latarni i imituje mieszkanie prostytutki. Muzeum przede wszystkim ma na celu wzbudzenie w człowieku szacunku i empatii wobec kobiet, które zdecydowały się robić to co robią.  Wchodząc do muzeum otrzymujecie słuchawki, w których słyszycie narratora opowiadającego o pracy prostytutki. Pojawiają się tam również autentyczne historie kobiet, które zdecydowały się na taki a nie inny zawód (prostytucja w Holandii jest legalna). Zwiedzanie rozpoczyna się od pokoju, w którym możecie stanąć lub usiąść na specjalnym krześle w oknie i „zaprezentować swoje wdzięki”. Widok jest na całą ulicę, więc autentycznie możecie zobaczyć jak to wygląda od tzw. drugiej strony. Następnie są różnego rodzaju pokoje, w których klient może skorzystać z różnych usług: pokój z szeroką wanną czy ze sprzętem do BDSM. Jest również pomieszczenie, w którym prostytutka trzyma swoje rzeczy. W dalszej części muzeum jest przedstawiona mapa z wszystkimi oknami, sex shopami i innymi seks-atrakcjami dostępnymi w Amsterdamie. Ponadto, są przedstawione statystyki tego, jak wygląda zawód prostytutki oraz autentyczne historie kobiet, które poruszają i pozwalają zrozumieć dlaczego zdecydowały się robić to co robią (lub robiły). Po wizycie w muzeum otwiera się niesamowicie oczy i patrzy się na całą sprawę z zupełnie innej perspektywy!

MUZEUM MARIHUANY I HASZYSZU

Następnym muzeum, które ujrzałam na swojej drodze podczas spaceru uliczkami Amsterdamu jest muzeum marihuany i haszyszu. Odnajdziecie w nim informacje np. o rodzajach marihuany – jak oddziałuje na człowieka i jak je rozpoznawać. Ponadto, można się dowiedzieć o marihuanie leczniczej. I największa atrakcja: jak autentycznie wygląda krzew marihuany, który jest hodowany w pomieszczeniu. Są tam zamontowane odpowiednie lampy, które umożliwiają rośnięcie roślinie jak w naturalnych warunkach. Jeśli zatem mieliście okazję zobaczyć tylko ususzone kwiaty to polecam odwiedzić muzeum.

STARY KOŚCIÓŁ

Zaskakujący jest fakt, że kościół znajduje się kilka kroków od największej rozpusty, jaką widziałam w swoim życiu, czyli w samym sercu Dzielnicy Czerwonych Latarni. Jest to świątynia protestancka, ale nie spełnia ona już funkcji sakralnych. Ciekawy jest fakt, że okna kościoła się podświetlane na czerwono, dlatego mówi się o kościele jako o „świątyni prostytutek”.

DZIEŃ 2

RIJKS MUSEUM

Kolejnego dnia postanowiłam pojechać do Rijsk Muzeum. Jeśli zatem jesteś pasjonatem sztuki to jest to miejsce dla Ciebie. W holenderskim muzeum narodowym powieszone są między innymi trzy obrazy Van Gogha, których obejrzenie równa się z tym, że zrobisz zdjęcie, do którego prawdopodobnie nie wrócisz. A tłumy są ogromne! Muzeum jest zlokalizowane przy bardzo popularnym czerwonym napisie IAMSTERDAM. Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się jednak tam tylu osób. Jeśli zatem chcecie sobie zrobić niepowtarzalne zdjęcie z tym oto napisem to polecam wstać wcześnie rano – potem jest to nie do zrobienia. Muzeum jest ogromne i może tam spędzić nawet kilka godzin.

REJS KANAŁAMI

Co prawda w Amsterdamie spotkała nas angielska pogoda, ale i tak zdecydowaliśmy się na rejs kanałami Amsterdamu. Mówi się, że Amsterdam to północna Wenecja właśnie ze względu na te kanały.  W Amsterdamie jest 1 281 mostów, z czego 80 jest położonych w samym centrum. Najsłynniejszy z nich, to Magere Brug (Chudy Most), który nazywany jest Mostem 15 mostów – można stąd dostrzec (szczególnie w nocy) 15 łuków innych mostów. Decydując się na rejs będziecie mieli okazji zobaczyć te 15 mostów. Ponadto, podczas rejsu możecie posłuchać o historii Amsterdamu, a także wielu ciekawostek np. że niektóre barki w Amsterdamie są zamieszkiwane! WARTO!

Amsterdam skradł moje serce ze względu na to, że dominuje tam swoboda i to, że rzeczy, które nas jako Polaków zawstydzają to tutaj są normalne! Co prawda, dopiero drugiego dnia zaczęłam traktować ulicę Czerwonych Latarni całkiem normalne, ale myślę, że nie mogłam spojrzeć kobietom w oczy nie dlatego, że nimi gardzę a dlatego, że ich decyzja mnie wręcz zaciekawiła ale jednocześnie zszokowała. Ich postawa zupełnie odbiega od wartości jakie wyznaję, więc przełamanie tego tabu w mojej głowie zajęło mi trochę czasu. Amsterdam jest właśnie wart zobaczenia właśnie dlatego – by zobaczyć TO na właśnie oczy i poczuć swoją reakcję.

Pozdrawiam ciepło,

Magdalena ot.

Udostępnij to...
Share on Facebook
Facebook
Share on LinkedIn
Linkedin

Dodaj komentarz