TBT: Zaklinacze węży w miejscu publicznym! JEDNONIOWA WYCIECZKA DO MARRAKESHU (MAROKO)

Głośna muzyka, krzyczący sprzedawcy, ogromny targ oraz zaklinacze węży! Uwierzycie?! Tak w jednym zdaniu mogłabym scharakteryzować główny plac w Marrakeshu. To miasto tętniące życiem, ale w taki nieuporządkowany sposób, że z jednej strony się je kocha a z drugiej nienawidzi. A pisze o tym, bo to kolejny kierunek, w jaki możecie się udać zimą!

Po powrocie z Izraela byłam bardzo pozytywnie nakręcona na inne kraje o zupełnie odmiennych kulturach niż europejska. Maroko wydawało się być dobrym pomysłem na ucieczkę przed zimą. Przyznam szczerze, że planowanie podróży zawaliłam na całej linii, dlatego, że zdecydowałam się na… biuro podróży. Czyli nie zrobiłam nic jeśli chodzi o planowanie. Niestety.

Gdybym miałam wybrać się do Maroko jeszcze raz (a na pewno kiedyś się wybiorę, gdyż czeka tam na mnie jeszcze Szafszawan, czyli miasto o charakterystycznych błękitnych fasadach oraz góry Atlas!) to z pewnością zaplanuję wszystko od A do Z. Dzisiaj jednak chciałabym skupić się na Marrakeshu, czyli mieście, które swoją odmiennością powoduje, że się je kocha i nienawidzi jednocześnie. Jak to możliwe?

JEDNODNIOWA WYCIECZKA DO MARRAKESHU

JARDIN MAJORELLE

Swoje zwiedzanie rozpoczęłam od ogrodu botanicznego Jardin Majorelle. Jest to moim zdaniem malownicze miejsce pełne różnorodnych roślin i drzew. Wśród nich odnajdziemy: palmy, kaktusy oraz orientalne kwiaty. Zostało stworzone przez francuskiego malarza Jardin Majorelle, którzy przez 40 lat dosadzał tutaj różnego rodzaju gatunki egzotycznych krajów. Ogród botaniczny sam w sobie nie jest bardzo duży, bowiem jego powierzchnia to 1 ha, ale mimo wszystko warto odwiedzić to miejsce, by poczuć się przez chwilę jak w dżungli. Myślę, jednak, że cały ogród można obejść w godzinkę.

BAHIA PALACE

Kolejnym punktem w Marrakeshu był pałac Bahia Palace, który jest pałacem zbudowanym pod koniec XIX wieku. Pałac ten przede wszystkim ukazuje charakterystyczny styl islamski oraz marokański. „Główny dziedziniec pałacu Al-Bahia wyłożony ceramicznymi płytkami otaczają krużganki z kolumnami, a pośrodku stoją trzy fontanny.  Marmurowe ściany, łuki drzwi i inne elementy architektury ozdobione zostały misternie wykutymi arabskimi cytatami z Koranu oraz wzorami i arabeskami.” Nie da się ukryć: architektura marokańska zachwyca i można czerpać z niej bardzo dużo inspiracji do swoich własnych mieszkań. Ja osobiście sama chciałabym mieć łazienkę w stylu marokańskim – byłaby obłędna.

TARG 

Uważam, że najważniejszą atrakcją tego miasta jest ogromny targ położony w samym sercu miasta. Tutaj mogłabym spędzić nawet 3 dni! Na targi zajdziecie różnorodne sklepiki, w których możecie znaleźć absolutnie wszystko: buty, lampy, skórzane torby, naturalne kosmetyki (w tym słynne oleje arganowe), ubrania, dywany czy żywność. Niektóre z tych sklepów były przepiękne, a atmosfera na samym targu była głośna i taka… zupełnie inna. Tego zdecydowanie trzeba doświadczyć! Nie zapomnijcie się targować, gdyż cenę możecie zbić kilkakrotnie a targowanie to zabawa, dzięki której możecie bliżej poznać nawet mieszkańców. Swoją drogą, zrobiło to na mnie niesłychane wrażenie, że wiele z tych rzeczy jest robionych własnoręcznie! Gdybym miała nieograniczone miejsce w walizce to podejrzewam, że wyposażyłabym tam całe mieszkanie – te rzeczy były prze-piękne!

DŻAMI AL-FANA, czyli największy plac Marrakeshu

Mieszkając w Agadirze, czyli typowo turystycznym mieście położonym nad oceanem nie doświadczycie nigdy prawdziwej atmosfery Maroka. To się zadzieje dopiero, kiedy staniecie na głównym placu w Marrakeshu i zobaczycie na własne oczy co tam się dzieje. Kuglarze, opowiadacze legend, zaklinacze węży czy bębniarze i głośno krzyczący sprzedawcy. Przyznam szczerze, że nie wiedziałam gdzie oczy podziać i dlaczego wokół mnie jest tak a nie inaczej. I te mieszane uczucia: z jednej z strony takie doświadczenie jest niepowtarzalne i atmosfera jest zupełnie inna od tej europejskiej to z drugiej strony nie mogłabym tam mieszkać na co dzień. Jednak uważam, że plac w Marrakeshu jest absolutnym MUST, które warto przede wszystkim poczuć, bo za każdą atrakcję (nawet zrobienie zdjęcia wężom) trzeba zapłacić.
Pochodzenie tego miejsca nie jest znane. Nazwała placu oznacza „plac bez meczetu” lub „zgromadzenie umarłych”, co ma nawiązywać do wykonywanych egzekucji, które odbywały się na placu aż do XIX w.

Bądźmy szczerzy: Marrakesh to nie jest Europa, więc nie odkryłam Ameryki. Budzi skrajne emocje, ale to przede wszystkim trzeba poczuć, zobaczyć i przeżyć. Żałuję, że nie miałam więcej czasu w Marrakeshu, ale to ostatecznie pozwoliło mi podjąć decyzję, że nie ma nic lepszego niż planowanie wyjazdu na własną rękę. Przynajmniej miałabym czas potargować się. Tak czy siak rezerwujcie loty, Marrakesh czeka! 🙂

Pozdrawiam ciepło,

Magdalena ot.

Udostępnij to...
Share on Facebook
Facebook
Share on LinkedIn
Linkedin

2 Replies to “TBT: Zaklinacze węży w miejscu publicznym! JEDNONIOWA WYCIECZKA DO MARRAKESHU (MAROKO)”

  1. Zgadzam się w z tym co napisałaś w 100 % zaczynając od tego, że na zwiedzanie Marakeszu z biurem jest zdecydowanie zbyt mało czasu a kończąc na tym, że kocha się i nienawidzi tego miejsca jednocześnie. Na pewno ogrom wrażeń jakie dostarcza to miejsce na długo zapadnie w pamięci. Marakesz rozbudza wszystkie zmysły… dosłownie. Również marzę o powrocie

    1. O tak! Zdecydowanie! Mimo wszystko uważam, że to jedno z najciekawszych miejsc w jakim miała okazje być 🙂

      Ściskam!

Dodaj komentarz