TBT: Stanęłam na dachu Hiszpanii! PLAN WYCIECZKI NA 7 DNI (TENERYFA)

Możesz tam lecieć o każdej porze roku, bo miejsce to charakteryzuje się praktycznie taką samą temperaturą przez cały rok. Mówi się, że panujący tam klimat jest doskonały, by osiedlić się na dłużej. I to prawda, bo sama zakochałam się w tym miejscu i czułam się fantastycznie! Idealny klimat, ciepli i otwarci ludzie oraz niesamowite widoki! Zapraszam na objazdówkę po Teneryfie!

Opcje były dwie: Gran Canaria albo Teneryfa. Zrobiłam research, wypisałam atrakcje i kiedy zobaczyłam, że to właśnie na Teneryfie jest najwyższy szczyt Hiszpanii – Teide to zdecydowałam, że to właśnie tam chcę powitać dzień. Byłam bardzo podekscytowana, bo jeszcze kilka lat temu Wyspy Kanaryjskie wydawały mi się takie… odległe i nierealne. Tym bardziej byłam nakręcona na ten zróżnicowany pod każdym względem krajobraz.

TRASA:

LOS CHRISTIANOS -> MASCA -> LOS GIGANTES -> SIAM PARK -> TEIDE -> PUERTO DE LA CRUZ -> SANTA CRUZ DE TENERIFE

DZIEŃ 1

Wybierając lot tanimi liniami lotniczymi wylądowałam w Los Christianos skąd od razu wynajęłam samochód na najbliższe 7 dni. Nie da się ukryć, jest to najlepszy sposób na zrobienie objazdówki po wyspie, chociaż wiem, że komunikacją miejską też się da.

Los Christianos to miasto położone na południu wyspy. Jest to bardzo turystyczna miejscowość, która zachwyca luksusowymi hotelami położonymi przy nadmorskiej promenadzie. Bardzo łatwo znaleźć tu restaurację z dobrym jedzeniem, kupić pamiątki czy po prostu usiąść i odpocząć na promenadzie by móc wyciszyć się przy oceanie.

DZIEŃ 2

MASCA

Zwiedzanie wyspy rozpoczęłam dość intensywnie, gdyż już kolejnego dnia wyruszyłam rano do przepięknej miejscowości Masca, która jest położona w górach na wysokości 600 m n.p.m. To tutaj również rozpoczyna się wąwóz o takiej samej nazwie, który jest jedną z najpopularniejszych atrakcji na Teneryfie. Nie trudno się domyślić, że aby dotrzeć do tego małego miasteczka (żyje tam tylko 100 osób!) trzeba przejechać piękną, malowniczą i krętą drogą. Sama jazda drogą nie jest taka straszna, więc jeśli jesteście doświadczonymi kierowcami to nie macie się co martwić. Jedyne co może być dla Was zmartwieniem to fakt, że widoki będziecie mogli podziwiać jedynie w punktach widokowych. Ja jako pasażer miałam ten komfort i mogłam podziwiać całą trasę i przysięgam, że zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Jedynie jej się może równać rumuńska trasa Transfogarska.  Trasa oraz niewielkie miasteczko położone wśród gór daje nacieszyć oko, ale to dopiero początek atrakcji, jakie zaplanowałam na ten dzień.

Po dotarciu na miejsce zdecydowaliśmy, że najlepiej zostawić tutaj samochód a po przejściu trasy i rejsie na Los Gigantes (o tym później) wrócić autobusem lub taksówką po samochód. Wtedy też każdy ma okazję podziwiać trasę, o której mówiłam wcześniej. Trasa trekkingowa wąwozem nie jest trudna. Z miasteczka prowadzi w dół, więc naprawdę nie trzeba mieć wybitnej kondycji, by ją przejść. Całe przejście wąwozem zajmuje ok. 2-3 godziny z licznymi przystankami na zdjęcia! Trasa trekkingowa kończy się na plaży Masca, z której trzeba popłynąć do Los Gigantes czyli nadmorskiego miasta, którego nazwa pochodzi od potężnych klifów. Nie ma się co martwić o kupowanie wcześniej biletów, gdyż bez problemu zrobicie to po zakończeniu trekkingu.

Warto wiedzieć, że w lutym 2018 została tymczasowo zamknięta trasa trekkingowa wąwozem Masca, ale ponownie powinna być otwarta z początkiem 2019 r., zatem obserwujcie i nie lećcie na Teneryfę póki jej nie otworzą. Wąwóz Masca jest absolutnie wart poczekania aż go otworzą. 

LOS GIGANTES

Los Gigantes to de facto nadmorskie miasteczko, którego nazwa pochodzi od klifów osiągających wysokość od 300 do nawet 600 m. By zobaczyć je w całej okazałości trzeba płynąć motorówką. Zdecydowanie nie robią takiego wrażenia, gdy jest się w mieście. Mieszkańcy Teneryfy szybko zorientowali się, że jest to atrakcja turystyczna zatem można również wybrać się na rejs podczas którego jest możliwość zobaczenia delfinów oraz wielorybów.

DZIEŃ 3

SIAM PARK

Kolejny dzień przeznaczyłam na odrobinę relaksu. Siam Park to jeden z największych i najbardziej atrakcyjnych rozrywkowych parków wodnych na całym świecie. Jako, że ja uwielbiam wodę to nie mogłam tego odpuścić. Wchodząc do Siam Parku kupiliśmy bilet, które uprawniał nas również do odwiedzenia innej, popularnej atrakcji na Teneryfie, czyli Loro Parku (o tym poniżej). Siam Park ma powierzchnię 185000m² (!), na którą składają się liczne baseny, zjeżdżalnie, restauracje, plaże oraz ogrody. Cały Siam Park jest zbudowany w taki sposób, że swoją roślinnością przypomina Tajlandię. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, zatem przez chwilę można ponownie poczuć się dzieckiem. Polecam absolutnie każdemu taki reset, bo ja bawiłam się doskonale!

DZIEŃ 4

TEIDE

Teide to zdecydowanie największa atrakcja na Teneryfie. To właśnie dlatego zdecydowałam przylecieć na tę wyspę a nie na przykład na Gran Canarię. Teide, czyli najwyższy szczyt Hiszpanii i jakiejkolwiek innej wyspy położonej na wyspie atlantyckiej. Znajduje się na terenie Parku Narodowego Teide, który zlokalizowany jest w centralnej części wyspy. Teide to szczyt wulkaniczny, którego wysokość to 3718 m n.p.m! Przy bardzo dobrej pogodzie można ze szczytu zobaczyć inne wyspy kanaryjskie, więc jest to widok zdecydowanie niepowtarzalny i niezapomniany. Jedno z moich najwspanialszych wspomnień!

Ale jak to wygląda od strony praktycznej? Nie tak strasznie, bowiem na wysokość 3 555 m n.p.m można wjechać kolejką linową a stamtąd można łagodnym podejściem wejść na sam szczyt, ale żeby móc to zrobić trzeba wcześniej wystąpić o pozwolenie do Parku Narodowego (dziennie wydawanych jest 200 pozwoleń). Bez pozwolenia nie ma opcji, by wejść, bo autentycznie stoi strażnik, który owe pozwolenia sprawdza. O pozwolenie najlepiej ubiegać się  z dużym wyprzedzeniem, bo ja próbując dostać je miesiąc wcześniej nie mogłam, bo wszystkie miejsca były już „zaklepane”. Jak zatem obejść brak pozwolenia?

Nie widziałam sensu w tym, by lecieć na Teneryfę i nie stanąć na wulkanicznym dachu Hiszpanii, więc MUSIAŁAM  wymyślić jakiś sposób. Na szczęście, w pobliżu szczytu (poniżej kolejki) znajduje się schronisko, w którym można przenocować i wyruszyć na wschód słońca, na szczyt bez pozwolenia (trzeba być przed 9:00 na szczycie). Swoją drogą, idąc do schroniska marzyłam o ciepłym prysznicu, zjedzeniu posiłku i restauracji oraz pójściu spać w swoim prywatnym pokoju. Nie muszę chyba mówić, że schronisko to schronisko, czyli brak prysznica, zimna woda, mikrofalówka, pokój wieloosobowy i brak restauracji… Za dużo czasu spędziłam na Gubałówce i myślałam, że na 3000 metrów n.p.m jest tak samo.

Tak czy siak, pobudka o 4 nad ranem, wspinaczka z czołówką na głowie a potem najwspanialszy wschód słońca jaki widziałam w życiu daje poczucie, że właśnie dla takich chwil WARTO ŻYĆ!!! Niezapomniane przeżycie i doświadczenie, zatem jeśli planujecie polecieć na Teneryfę i wjechać tylko kolejką to wierzcie mi – to nie to samo, ale również warto. Z Teide rozprzestrzenia się niesamowity widok na ocean i inne wysypy (my widzieliśmy La Gomerę). Warto!

Krajobraz Parku Narodowego Teide przypominał mi bardzo Dolinę Śmierci: suchy i żółty. Mogłabym zaryzykować stwierdzenie i powiedzieć, że jest księżycowy. Siłą rzeczy, jadąc na Teide i tak go zobaczycie.

DZIEŃ 5

PUERTO DE LA CRUZ

Po niesamowitym poranku na szczycie wsiedliśmy w samochód, który zostawiliśmy dzień wcześniej pod stacją kolejki i pojechaliśmy na północną część wyspy, która różni się diametralnie od południowej. Jest taka zielona! To jest właśnie niesamowitego w Teneryfie: jest bardzo różnorodna! W Puerto de la Cruz zdecydowanie da się zauważyć, że jest tutaj bogata roślinność, ale też troszkę gorsza pogoda. Nic dziwnego, że to właśnie w Los Christianos, które jest położone na południe jest tyle luksusowych hoteli. Będąc w mieście warto udać się na czarną plażę Playa Jardin. Nie jest za duża, ale można się położyć, pokąpać i odpocząć. Na Teneryfie znajdziecie wiele przepięknych i dzikich plaż, które mają niesamowity klimat, więc ta nie jest bardzo spektakularna, ale jeśli nie macie czasu, a wybieracie się i tak do Loro Parku, który jest położony kilka minut od miasta to warto zajrzeć na plażę i zobaczyć ten typowy dla Teneryfy czarny piasek.

W Puero do la Cruz jest również najstarsze i największe Smocze Drzewo (Drago Milenario), które ma wysokość 18 m a średnicę u podstawy 20 m! Jego wiek szacuje się na ok. 400 – 600 lat. Można je zobaczyć z pobliskiego Plaza de Andrés de Lorenzo Cáceres, więc nie trzeba kupować biletu do ogrodu botanicznego, chociaż ja i tak zrobiłam, bo uważam, że należy płacić za takie atrakcje – w końcu o to drzewo ktoś też musi dbać.

DZIEŃ 6

LORO PARK

Wspominałam wcześniej, że kupując bilet do Siam Parku uznaliśmy, że warto odwiedzić również Loro Park. Jest to ogród zoologiczny i botaniczny, w którym możecie obejrzeć: „pokazy delfinów, orek, papug i lwów morskich. Oprócz tego w Loro Parku można zobaczyć akwarium w kształcie tunelu z rybami, wybiegi ze zwierzętami takimi jak: aligatory, flamingi, goryle, iguany, jaguary, leniwce, marmozety, mrówkojady, tygrysy, surykatki, szympansy, wydry, żółwie i żurawie oraz hodowlę orchidei pokazy filmów przyrodniczych i plac zabaw dla dzieci.

Od tamtego czasu jednak mój pogląd dotyczący takich miejsc jest zupełnie się zmienił i dzisiaj już bym tam nie pojechała, gdyż uważam, że zwierzęta mają tam za mało przestrzeni i nie warto wspierać miejsc, w których męczą się zwierzęta. Zdecydowanie lepiej jest zobaczyć zwierzęta w środowisku naturalnym, więc po wizycie w Loro Parku uznałam, że kiedyś polecę na safari do Kenii. Jeśli jednak jesteście z dziećmi i chcielibyście im pokazać zwierzęta, których nie mogą zobaczyć w ogrodach zoologicznych w Polsce to myślę, że mogę polecić to miejsce. W innym wypadku – nie warto.

Ten dzień wtedy warto poświęcić na to, by od razu kierować się do Santa Cruz do Tenerife i odpocząć na jednej z najpopularniejszych plaż!

DZIEŃ 7

SANTA CRUZ DE TENERIFE

Ostatniego dnia naszego wyjazdu postanowiliśmy spędzić w stolicy Teneryfy (oraz jednej ze stolic Wysp Kanaryjskich; drugą jest Las Palmas na Gran Canarii) i odpocząć na cudownej plaży: Playa de Las Teresitas, wokół której są góry Anaga. Jeśli macie samochód to fantastycznie! Wystarczy, że pojedziecie 10 minut trasą w górę i znajdziecie się na przepięknym punkcie widokowym, z którego robione są te wszystkie popularne zdjęcia owej plaży, o której właśnie mówię, zobaczcie sami:

Mam nadzieję, że zachęciłam Was do Teneryfy! Myślę, że dla mnie to jedno z tych miejsc, na które mogłabym się nawet przeprowadzić, chociaż z czasem zrobiło się tam tłoczniej niż kilka lat temu. Fantastyczne miejsce, by uciec przed zimą i stanąć na dachu Hiszpanii!!!

Jeśli macie jakieś pytanie to zapraszam na Instagrama: http://instagram.com/magdalenaontour

Udostępnij to...
Share on Facebook
Facebook
Share on LinkedIn
Linkedin

4 Replies to “TBT: Stanęłam na dachu Hiszpanii! PLAN WYCIECZKI NA 7 DNI (TENERYFA)”

    1. Magdalena on Tour says: Odpowiedz

      Cieszę się, że Ci się podoba!!! <3

  1. To jest GRAN Canaria a nie GRAND 🙂

    1. Magdalena on Tour says: Odpowiedz

      Dzięki za poprawkę 🙂

Dodaj komentarz